250: Tyle mierzyły dwa najdłuższe etapy w historii Wyścigu Pokoju. W 1963 roku peleton jechał z Bydgoszczy do Warszawy, a w 1969 roku z Wałbrzycha do Wrocławia.

Piotr Ejsmont, NAJ szybsze, wolniejsze, dłuższe, krótsze, „SZOSA Magazyn Pasjonatów Kolarstwa”, Nr 3-2017, s. 76

Wałbrzych-Wrocław? Może dałoby się odtworzyć trasę tego etapu? W najkrótszym wariancie to ledwie kilkadziesiąt kilometrów. Ciekawe więc, którędy jechali? Pobieżne przeszukanie internetu nie daje niczego konkretnego. Hmm..

Znajduję dwa punkty zaczepienia – zdjęcie koperty okolicznościowej wydanej z okazji tego etapu http://static.myvimu.com/photo/88/5158823.jpg i stronę http://friedensfahrt-info.de/ffstatistik_67_70.html . Coś mi sie jednak nie zgadza. Długość etapu podana na kopercie to ..152km. Nie znajduję niczego na temat przebiegu trasy między Wałbrzychem a Wrocławiem.

Autorem materiału w SZOSIE jest Piotr Ejsmont – często cytowany specjalista od historii kolarstwa. Ponieważ nie mam kontaktu bezpośrednio do niego, piszę maila do redakcji SZOSY z prośbą o podanie większej ilości szczegołów na temat wzmiankowanego etapu. Wspominam o swoim pomyśle przejechania jego trasą. Niestety, odpowiedź dotychczas nie nadeszła.

Temat jednak zagościł w mojej głowie na dobre. Co kilka dni wracam do poszukiwań. Bez znaczących postępów.

Po dwóch miesiącach wysyłam pytanie na forum rowery.org https://forums.rowery.org/. Nie mam wielkich nadziei, ale moje zaskoczenie odzewem jest ogromne. Odpisuje ktoś, kto posiada „książkę” Wyścigu Pokoju 1969! Co w niej? O tym za chwilę. Natomiast niesamowite dla mnie są wiadomości od osób, które pamiętają ten wyścig. Ich opisy emocji jakie towarzyszyły im tak wiele lat temu, szczegółowość wspomnień – rozbrajają mnie. Przekonuję się jak wielka była i jak żywa pozostaje nadal legenda Wyścigu Pokoju.

Wracając do książki wyścigu – trasa etapu z Wałbrzycha do Wrocławia miała według niej 152km i prowadziła przez Walim w Górach Sowich, premię góską najprawdopodobniej na Przełęczy Sokolej oraz Nową Rudę. Dalej, w Kłodzku trafiała na drogę nr 8 i nią podążała na północ ku mecie na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu.

Jaka w takim razie była rzeczywista trasa przejechana przez kolarzy 16. maja 1969?

Jedna z osób z forum kontaktuje się z Piotrem Ejsmontem i historia zaczyna się wyaśniać..

Niespełna rok przed interesującą mnie edycją Wyścigu Pokoju – w sierpniu 1968 wojska Układu Warszawskiego (w tym również Ludowe Wojsko Polskie) wkroczyły do Czechosłowacji aby w ramach „bratniej pomocy” stłumić Praską Wiosnę – próbę liberalizacji ustroju komunistycznego. W tej sytuacji kolarska reprezentacja Czechów i Słowaków odmówiła startu w Wyścigu Pokoju 1969. Rywalizacja miała też po raz pierwszy w historii ominąć teren tego kraju.

Chyba wszystko było już zaplanowane ale polityka upomniała się o swój wyścig. Ktoś podjął decyzję aby zachować pozory normalności i przejechać choćby niewielki fragment po czeskosłowackiej (konkretniej, padło na czeską) ziemii. Zmodyfikowano więc odpowiednio trasę 6. etapu Wałbrzych-Wrocław. Jakimś sposobem nie udało się tylko zmusić kolarzy okupowanego kraju do odegrania napisanej dla nich roli i znaleźli się poza peletonem XXII Wyścigu Pokoju.

Formalne miasta startu i mety kuriozalnego odcinka pozostały niezmienione, natomiast sportowcy wsiedli na rowery w …Szklarskiej Porębie, gdzie zostali przetransportowani z Wałbrzycha prawdopodobnie autokarami. Start ostry miał miejsce w Jakuszycach i kolumna wyścigu znalazła się na terytorium Czechosłowacji po którym pokonała ok. 100km i wróciła do Polski przez przejście Nachod – Kudowa Słone. Do mety we Wrocławiu trasa powiodła drogą numer 8 z premią górską na przełęczy Polskie Wrota i lotnym finiszem w Niemczy.

Na stadionie we Wrocławiu pierwszy finiszował Dieter Gonshorek – reprezentant NRD, przed Polakami Czechowskim i Szurkowskim. Ryszard Szurkowski po rekordowym etapie założył koszulkę lidera Wyścigu, chyba.

Nie powiem, żebym nie był lekko rozczarowany tym, jak wyglądała trasa. W pierwszym momencie, na hasło „250km między Wałbrzychem i Wrocławiem”, a potem jeszcze z poprawką, że w rzeczywistości jechano ze Szklarskiej Poręby przez Czechosłowację, miałem przed oczami epicką górską trasę – przynajmniej w pierwszej połowie. Tymczasem – zaledwie jedna górska premia na zgoła nieepickiej przełęczy, trasa od Kudowy do Wrocławia w najkrótszym i najprostszym wariancie.. Jednak Wyścig Pokoju to nie Tour de France..

Trybuna Ludu, 15.05.1969

Rozwiązanie zagadki etapu samo w sobie dało sporą satysfakcję, natomiast realizacja celu, który od początku mi przyświecał, czyli przejechanie śladami kolarzy, stanęło pod sporym znakiem zapytania. Przede wszystkim z powodu bardzo długiego odcinka do pokonania po drodze nr 8, która z przyjaznością dla ruchu rowerowego nie ma nic wspólnego. Nie jest natomiast wielkim nadużyciem nazywanie jej drogą śmierci.

Zastanawiam się nad wytyczeniem trasy „z grubsza” odpowiadającej oryginalnej. Mógłbym spróbować jechać możliwie blisko ósemki starając się ograniczyć wjeżdżanie na nią do całkowitego minimum. A może zaryzykować? Może jakoś przeżyję te 130 km w nieustannym towarzystwie wielotonowych ciężarówek?

Na podstawie zdobytych informacji planuję trasę ..i odkładam pomysł na ponad rok, ale ciągle mam go w czołówce celów do zrealizowania.

Na początku 2019 roku przypominam sobie, że przecież właśnie teraz przypadnie 50-lecie rozegrania etapu. Postanawiam, że nie ma na co czekać i że właśnie rocznica będzie doskonałą okazją na podjęcie próby.

16. maja wypada w czwartek, a więc dzień powszedni i nie ma szans na mniejsze – choćby weekendowe, natężenie ruchu. Jestem jednak zdecydowany na termin rocznicowy. Moja niezrównana Małżonka wygrzebała w miejskiej bibliotece archiwalne numery „Trybuny Ludu” – mam mapkę etapu w ostatecznej formie. Zakładam próbę jazdy po „ósemce” i ewentualną ucieczkę na równoległe mniejsze drogi. Ale będę jechał przynajmniej tak, żeby odwiedzić wszystkie miejscowości wymienione na mapce. Na start w Szklarskiej Porębie dojadę wczesnoporannym pociągiem z Wrocławia.

Ponieważ zdrowie dopisuje, to chyba tylko pogoda mogłaby mnie powstrzymać. Prognozy przed startem są takie sobie. Może będzie trochę padać. Temperatura od kilku do kilkunastu stopni celsjusza. Studzę w sobie optymizm, wynikający z prognozy wiatru w plecy. Na wszelki wypadek uzbrajam rower w błotniki, zakładam wodo- i wiatroodporną kurtkę, a na buty – ochraniacze. Pod siodełko – torebka nieco większa niż na zwykłą wycieczkę. Nie panuję pokonania dystansu w czasie choćby zbliżonym do Gonschorka, który wpadł na metę po 6 godzinach, 18 minutach i 12 sekundach od startu.

Kilka dni przed wycieczką ujawniam się z planem w kilku rowerowych miejscach w internecie zapraszając potencjalne współtowarzystwo do stawienia się na wrocławskim dworcu, ale do pociągu Kolei Dolnośląskich wsiadam jako jedyny rowerzysta. O 6:28 skład dociera do stacji Wałbrzych Główny. Zaczynam więc odtwarzać etap prawie dokładnie.

Tym razem kolarze wystartowali w deszczu i zimnie.

Trybuna Ludu

Ósma rano – Szklarska Poręba Górna. Wysiadka, kawa na rozruch w stacyjnej restauracji i start oficjalnej rowerowej części tego dnia. Jest kilka stopni Celsjusza. Pełne zachmurzenie. Na samym początku jeszcze lekkie, ale nie dokuczliwe, opady deszczu. Ruszam spokojnie w kierunku Jakuszyc i Czech. Gdzieś po drodze przez minione 50 lat Czechosłowacja podzieliła się na Czechy i Słowację, a Szklarska Poręba i Jakuszyce – połączyły w samą Szklarską Porębę.

Udało się zorganizować przejazd przez terytorium Czechosłowacji, przynajmniej na odcinku 112km.

..z tym że na całej trasie, mniej więcej co 50 metrów, porządku pilnował żołnierz lub milicjant. Mimo tego nie obyło się bez incydentów..

Artur Pasko, Wyścig Pokoju w dokumentach władz partyjnych i państwowych 1948-1989

Dystans jakoś nie deprymował zawodników, nie odbierał chęci do ataku już w pierwszej fazie etapu. Pierwszy podjął próbę Francuz Rouxel. Zaryzykował na 30 kilometrze, zaatakował i zdobył przewagę.

Trybuna Ludu

W głowie kalkuluję czasy i miejsca kojenych postojów oraz myślę o atmosferze tamtego dnia i w ogóle klimacie wyścigu. Od granicy Czech jadę bardzo długo i bardzo łagodnie w dół. Odcinek do Jilemnice znam dosyć dobrze, ale dotychczas jeździłem tutaj – na dużym skrzyżowaniu – albo prosto drogą nr 14, albo skręcałem w kierunku Horni Misecky i Zlatych Navrsi – jednego z najwyższych asfaltów w Czechach, gdzie swoją drogą w 1996 roku finiszował etap 49. Wyścigu Pokoju. Tym razem skręcam w kierunku centrum Jilemnice, gdzie przejeżdżam przez urokliwy rynek i aż nie dowierzam, że dotychczas tu nie trafiłem będąc wielokrotnie tak blisko.

Jilemnice

Kolejny cel to Trutnov. Jadę w terenie pagórkowatym, średnio i mało ruchliwymi szosami. Wiatr jeśli nie sprzyja, to przynajmniej nie przeszkadza. Nie pada.

W Trutnovie mam zaplanowany dłuższy postój i posiłek. Najlepiej – wiadomo – na stacji benzynowej. Duża, z wygodami takimi jak stoliki i porty USB do podładowania całej elektroniki jaką ze sobą wiozę. Gdy popijam kawę i czekam na zapiekankę, zaczepia mnie jeden z pracowników i wypytuje o rower. -Dobre koło. -Karbon czy aluminium? -Shimano czy Campa? -Campa najlepsza a SRAM najgorszy. Taka tam, zwyczajowa rowerowa pogawędka. Pochwalę się – myślę sobie – co ja tu w ogóle robię. Pytam, czy wie co to Zavod Miru? Tak, wie. -No to ja tutaj dzisiaj jadę bo jest rocznica najdłuższego etapu. -A, OK. Niemalże wzrusza ramionami 🙂 Cóż.. mógł przecież dać w mordę za bratnią pomoc w ’68.

Przed kilkoma fabrykami kolarzy „witano” gwizdami i okrzykami. Na dachu jednego z zakładów przemysłowych „kilku mężczyzn czyniło nieprzyjemne gesty, machało miotłami, a jeden z nich spuścił spodnie i odwrócił się tyłem do kolumny wyścigowej.”

Artur Pasko, Wyścig Pokoju w dokumentach władz partyjnych i państwowych 1948-1989

„Na pierwszej części trasy bardzo wielu zawodników miało defekty gum. Stwierdzono, że powstały one w ogromnej większości z powodu rozsypania na szosie pinezek. W związku z tym kierownictwo wyścigu wydało polecenie wszystkim samochodom oprócz sędziowskich i technicznych wyprzedzenia kolarzy. Chodziło o to, by samochody jadące przed zawodnikami przynajmniej częściowo zmiotły z szosy pinezki”

Kolejne po Trutnovie, zaznaczone na mapce z Trybuny Ludu, miasto, to Upice. Szosa w Upicach wiedzie wzdłuż rzeki Upy, ale po prawej na wgórzu widać wieżę kościoła. Niby mam cel w postaci przejechania konkretnej trasy, niby chciałbym przejechać płynnie jak największą część dystansu, nie tracić sił na niepotrzebne podjazdy i objazdy, a jednak postanawiam sprawdzić co tam jest na tej górce. I zarówno górka okazuje się mniej wymagająca niż z dołu się wydawało, jak i rynek wart obejrzenia. Obiecuję sobie, że już zawsze przy takich okazjach będę w czeskich miasteczkach zbaczał z wyznaczonej trasy i oglądał takie ryneczki.

Upice

Nachod – to już większe miasto. Zdaję się na nawigację w liczniku. Ale rynek odwiedzam. Mam go już zresztą na liście „kiedyś odwiedzone”. Beloves – wrota do ojczyzny …i wrota do „piekła”. Droga nr 8 wygląda niestety tak, jak się obawiałem. Już chyba trzecia wymijająca mnie ciężarówka pozdrawia przeciągle głośnym klaksonem. Czy tak będzie do samego Wrocławia? Jestem konkretnie przerażony. W Lewinie Kłodzkim udaje się jeszcze na moment opuścić ósemkę i odetchnąć przejeżdżając przez miasteczko (rodzinną miejscowość Wioletty Willas). Stąd rozpoczyna się również podjazd na przełęcz Polskie Wrota. Bardzo chcę zdobyć ją po trasie etapu (zresztą nie bardzo jest inna opcja), ale jeszcze bardziej chcę przeżyć.

Lewin Kłodzki

Kilka razy ciężarówki wymijają mnie na tyle blisko i szybko, że zrzucający z drogi i roweru podmuch jest wyraźnie odczuwalny. Ale obywa się bez bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia. Epickości na tym podjeździe, niezależnie od której strony podjeżdżanym, nie ma za grosz. Zdobywam przełęcz i sunę szybkim i szerokim zjazdem w kierunku Dusznik Zdroju. Tu na ORLENie kolejny postój z posiłkiem. Po wznowieniu jazdy mam już plan, aby za chwilę w Szczytnej odbić z ósemki w prawo na spokojniejszy a przy tym dość malowniczy odcinek wzdłuż Bystrzycy Dusznickiej aż do Kłodzka.

Na 125km trasy rozegrano walkę o zwycięstwo na premii górskiej. Wygrał Sajdhużin przed Rouxelem, Gonschorkiem, Sarabią i Sokołowem.

Sytuacja była najbardziej pomyślna dla kolarzy ZSRR, dla naszych zawodników, a szczególnie dla Szurkowskiego.

Żółta koszulka stawała się (…) celem bardzo realnym

Trybuna Ludu

Od Kłodzka przez Bardo do Ząbkowic Śląskich, znów walczę na krajówce. Przeżywam tu najgroźniejszy moment dnia, kiedy zostaję autentycznie zdmuchnięty na pobocze. W Ząbkowicach moje nerwy są już poważnie nadszarpnięte. Czas na kolejny „reset” na stacji paliw. Zegarek nieubłaganie potwierdza, że pokaźna część finiszowych kilometrów wpadnie już po zmroku. Nie mam zamiaru wracać na ósemkę jeśli nie będzie to absolutnie konieczne. Rysuję w Komoocie trasę, którą będę się kierował do mety. Oczywiście aktualne pozostaje założenie odwiedzenia wszystkich miejscowości z mapki. Do odhaczenia jest jeszcze Niemcza, Jordanów Śląski i Bielany Wrocławskie.

Odcinek z Ząbkowic do Przerzeczyna-Zdroju pokonuję przez Zwróconą i Brodziszów. Nawet fajne, boczne szosy i okolice, których jeszcze nie poznałem. Wieża kościoła w Brodziszowie – widziana wielokrotnie z auta podczas jazdy ósemką – zatopiona wśród łąk i na tle gór, to dla mnie jeden z ulubionych landszaftów Dolnego Śląska. Wracam na krajówkę. Na szczęście do Niemczy wzdłuż niej jest poprowadzona droga dla rowerów. Do tej pory nie wiem kto w Niemczy wygrał w 1969 roku lotny finisz. Dalej jest wyjątkowo długi jak na te okolice podjazd do Arboretum w Wojsławicach i lokalne – wąskie i dziurawe, ale za to bardzo spokojne – szosy do Jordanowa Śląskiego i dalej przez Tyniec nad Ślęzą i Kobierzyce do Magnic. Jest już dawno po zmroku. W Magnicach wjeżdżam na drogę nr 8 już bez większych obaw. Ciężki transport przeniósł się tu na nowszą, lepszą i szybszą S8. Poza tym jest już po szczycie a do tego bliskość finiszu wpływa zbawiennie na wydzielanie pozytywnych hormonów.

Wrocław! Spokojnie, drogami dla rowerów, w lekko euforycznym nastroju docieram pod bramę Stadionu Olimpijskiego. Jeszcze niedawno, jak podejrzewam, prawie nie różnił się od tego jakim go widzieli kolarze w 1969 r. Przed Igrzyskami World Games z 2016 przeszedł jednak zasłużony gruntowny remont. Nie dam rady wjechać na bieżnię, ale robię (ostatnie dziś) zdjęcie płyty przez kraty w bramie i zatrzymuję licznik.

Ulice Wrocławia. Sytuacja bez zmian. Nadal na czele 11 kolarzy. Kto wygra. Szurkowski ma wielką szansę. Ma ją też Dmitriew.

Na finiszowych metrach najszybszy okazał się Niemiec Gonschorek, który mógł oszczędzać się na trasie. Czechowski był drugi, Szurkowski trzeci.

Ryszard Szurkowski został w ten sposób znów przodownikiem XXII Wyścigu Pokoju.

…Dziś etap Wrocław-Poznań (203km).

Trybuna Ludu
Wrocław, Stadion Olimpijski

Wrzutka na koniec…
Trafiłem niedawno na film prezentujący sylwetkę Zygmunta Hanusika – polskiego kolarza ścigającego się z sukcesami w latach 60. i 70. Pan Zygmunt opowiada o swojej karierze sportowej i między innymi o etapie z 1969 r.

Część II: https://youtu.be/w1E_RTbPpHQ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *